Tutaj naprawdę nie ma się nad czym zastanawiać. Wielka Racza jest szczytem, który jak na Beskidy ma do zaoferowania naprawdę wiele.
Prawie każdy mój post zaczynam od tego, że coś nie pykło. Aby tradycji stało się zadość, muszę napisać, że tym razem miał być Ojcowski Park Narodowy, skałki, maczugi i zameczki, ale nic nie wyszło z tej wycieczki!
Co może pójść nie tak, kiedy Twoja już nie taka nówka Renówka przeszła przegląd, zaliczyła dwie wizyty kontrolne u mechanika i w ogóle wszystko powinno być cacy? Po pierwszych 5 minutach wycieczki mogą się odezwać klocki hamulcowe. Dobra, w sumie zazgrzytało tylko raz. Może to fałszywy alarm, jedziemy i jest spoko. Do momentu, w którym wjeżdżamy na autostradę nie tym zjazdem i zamiast na Katowice kierujemy się w stronę Czech. No cóż, czasu straciliśmy już dość dużo, może lepiej odpuścić sobie ten Ojców i jakiś Żywiec czy coś? Ledwo wjeżdżamy do Jastrzębia, to klocki znowu się odezwały i tym razem już tak zostało. To jakaś klątwa, która nie pozwala nam opuścić tego miasta? Na szczęście w zapasie mamy Cytrynę Łukiego, która w sumie na dalsze trasy jest trochę niepewna, pod maską milion trytytek, ale może damy radę? Cytryna daje radę i tak oto jesteśmy nad Jeziorem Żywieckim.


